Ten młody chłopak jest teraz sportowcem. To zdjęcie zostało zrobione gdy, kiedy zdiagnozowano u niego cukrzycę. Pewnie część z Was doskonale wie, co to oznacza…
Życie sportowca chorego na cukrzycę to całe dnie spędzane na obliczeniach. Od szczegółowego liczenia węglowodanów w każdym posiłku, do prognozowania ilości kalorii spalonych na treningu.
…ale pewnego dnia, wspólnie z przyjaciółmi
postanowiliśmy to zmienić!
Ten chłopak to ja. Nazywam się Przemek Majewski. A historia DLabs to po części moja historia.

Na szczęście - jak na cukrzyka - wychowałem się w ciepłym domu, w którym panowała miłość do nauki, fizyki i obliczeń. Ojciec rozpalał we mnie znajdowanie wzorców praktycznie w każdym aspekcie. Teraz czuję, że chyba byłem skazany skończyć studia na wydziale fizyki. Na studiach, jak każdy chciałem realizować marzenia. A każdy fizyk marzy o pracy w CERN lub NASA. Ja postanowiłem realizować marzenia w CERN w Genewie.

15 Marca 2010

CERN - GENEVA.

Nikomu chyba nie trzeba opowiadać o tym, czym zajmuje się CERN. Ilość danych przekracza tam zdolności obliczeniowe współczesnych komputerów, trzeba więc szukać wzorców. Robić to, co lubię robić najbardziej - zajmować się Data Science! Tak, mam tu na myśli cudowne tygodnie, w których z zapałem patrząc w monitor, nie odkrywasz niczego. To naprawdę fascynujące!
To w tym okresie w mojej głowie pojawiła się idea, że moja choroba to tak naprawdę dane i zależności między nimi. Coś, czym z powodzeniem może opiekować się komputer.
I choć w CERN'ie wszyscy mieliśmy poczucie, że za chwilę rozwiążemy zagadki wszechświata, to w życiu codziennym robiłem coraz większe długi. I w relacjach z najbliższymi ludźmi, i we własnych finansach. Choć zajmowałem się kosmicznymi problemami, to po pracy obcowałem z kosmicznymi cenami. Bądźmy szczerzy - dla każdego Polaka Szwajcaria jest po prostu drogim krajem.
Ani się obejrzałem, a mój kontrakt dobiegł końca, a wraz z nim upływał termin ważności mojej wizy. Byłem zmuszony wracać do kraju, zdając sobie sprawę, że w Polsce pracy dla fizyka nie znajdziesz na każdym rogu ulicy. W tamtym okresie zupełnie nie rozumiałem biznesu, jednak życie kazało mi się go szybko nauczyć.
Tworzymy sztuczną inteligencję.
Poszukujemy osób, które:
- potrafią programować (PHP, Python, R),
- mają doświadczenie w zarządzaniu złożonymi zbiorami danych,
- solidna znajomość zagadnień naukowych takich jak statystyka, symulacje, optymalizacje,
- rozumieją analizę statystyczną, algorytmikę oraz znają machine learning,
- mają doświadczenie w biznesie,
- są kreatywni i chcą się rozwijać.
Tak brzmiało ogłoszenie, które załatwiło mi pierwszą pracę. Choć zupełnie nie miałem biznesowego doświadczenia.

Nauka Biznesu w praktyce

FIDO INTELLIGENCE

W Fido Intelligence pracowaliśmy nad problemem natural language processing. Chodzi o to, by komputery rozumiały ludzi i aby ludzie rozumieli komputery. W praktyce technologia, nad którą pracują najwięksi gignaci świata jak Google, IBM, czy Facebook otwiera zupełnie nową erę w świecie komputerów.

Mówiąc prościej. Tak jak IBM Deep Blue wygrał z Kasparowem w szachy, tak technologia IBM - WATSON wygrała z ludźmi w grę Jeopardy! Technologia Fido, była jeszcze lepsza. Lecz nie miała tyle sławy.

Przetwarzanie języka naturalnego wbrew pozorom w całości opiera się o znajdowanie zależności w dużych ilościach danych. Czułem się więc tu jak ryba w wodzie. Choć w pracy można zauważyć wiele podobieństwa do zwykłych projektów naukowych, to w biznesie czas jest dodatkowym wymiarem.
W Fido nauczyłem się przede wszystkim, że w biznesie rezultaty naukowe muszą być uzyskiwane w ściśle określonym czasie.
To nauka, ale na zdecydowanie wyższym poziomie. Przez 3 lata pracy w Fido pracowałem praktycznie na każdym stanowisku. A czasami nawet na trzech na raz! Tak. W tej branży tempo jest zawrotne! Biznesowe podróże po Krzemowej Dolinie w Kalifornii wymagały od nas 24 godzinnej obecności w firmie. Nie raz byliśmy tak wykończeni, że zasypialiśmy z głowami w klawiaturze.

Narodziny
DiabetesLab

Projekt cukrzycowy pochłaniał moje myśli coraz bardziej. 10 lat przemyśleń wręcz samoczynnie układało się w całość. Cała opowieść miała niedługo zostać poddana próbie. Za namową przyjaciela postanowiłem opowiedzieć o swojej pasji w programie akceleracyjnymTechpeaks w Trento we Włoszech.
Sukces na Techpeaks przerósł moje najśmielsze oczekiwania. Zdobyliśmy finansowanie oraz członków do zespołu dla projektu cukrzycowego. DiabetesLab żyje!
Prowadzenie własnego biznesu (zwłaszcza badawczego) to bez wątpienia jedna z najtrudniejszych rzeczy na świecie. Momentami, tzw. 'czynnik ludzki', bywa gorszy od fizyki kwantowej. I choć kłopoty mnożyły się wtedy praktycznie w każdej godzinie, to nareszcie miałem poczucie, że w 100% angażuję się w coś, co chcę robić.
Prosty pomysł na dobrą firmę – trzy czwarte czasu to komercyjne badania danych, a reszta to walka z cukrzycą. To misja , która jednoczy cały zespół. A na pierwszych klientów nie musieliśmy długo czekać.

Historia naszej firmy

Z Ostatniej Chwili